O autorze
Gotowałem od najmłodszych lat, w domu, kilkunastu restauracjach. Gotowałem z najlepszymi jakich znam – z Kurtem Schellerem, Robertem Sową, Modestem Amaro. To im i wielu innym zawdzięczam kulinarną wiedzę i pasję.
Studiowałem z pozoru abstrakcyjne kierunki dla kogoś kto na co dzień zajmuje się żywnością – Nauki Polityczne, Socjologię i… Bezpieczeństwo Żywności, ale dla mnie żywność to coś więcej niż tylko produkt. Kuchnia to coś więcej niż tylko gotowanie. To osobny wymiar, pryzmat, przez który można postrzegać otaczający nas świat.
Chcę by jedzenie było lepsze. Na co dzień świeże, sezonowe i lokalne, tradycyjne i nowoczesne zarazem, możliwie ekologiczne, choć nie lubię tego słowa. Zdrowe i pyszne.
Od kilku lat współpracuję z redakcją Dzień Dobry TVN. W tym czasie wspólnie udało nam się zrealizować kilkadziesiąt materiałów poświęconych kuchni. W Kuchni TV prowadzę Ł’apetyt – rzecz o tradycji i nowoczesności, o dobrych produktach. Z EFTE wydaliśmy EFTE COOK BOOK, a z G+J moją pierwszą autorską książkę ”Smakuje”. Z NORGE realizowaliśmy projekty edukacyjne, ze Swedeponic promujemy świeże zioła i pyszne jedzenie. A wciąż mam Ł’apetyt na więcej!
Mój/nasz najnowszy projekt to spełnienie moich marzeń – „Szkoła na widelcu” – to projekt edukacyjny skierowany do szkół i przedszkoli, którego celem jest działanie na rzecz podniesienia jakości odżywiania w państwowych i prywatnych placówkach żywienia zbiorowego – by jedzenie było lepsze!

Kulinarna Dyplomacja – USA obiera nowy kulinarny kurs?

Wróciłem do USA po dziesięciu latach. 25 dni: Waszyngton, Nowy Jork, San Francisco, Napa, Grand Island, Nowy Orlean. 25 foodies z całego świata.


Wygrałem w totka, a przynajmniej tak się czuję - dostałem stypendium Departamentu Stanu. Od dłuższego czasu chciałem Wam o tym napisać, ale wydarzyło się tyle, że dopiero po dziewięciu dniach pobytu w USA jestem w stanie ująć to w słowa.



Wróciłem do USA po dziesięciu latach. To był ważny dla mnie czas, zarówno wizyta w Stanach, jak i to wszystko, co wydarzyło się później. Paradoksalnie tu po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z wagi jedzenia. Po raz pierwszy zrozumiałem, że nie mogę żyć bez tego, czego nauczyli mnie moi Rodzice… że żyje się m.in. po to, by dobrze jeść i tym dzielić się z bliskimi.

Widziałem wtedy przy pierwszej wizycie jakby dwie twarze USA. Dekadę temu gotowałem dla dzieci w stołówce (jeśli można nazwać to gotowaniem?). Odgrzewałem hamburgery i rozpuszczałem soki z koncentratu w wodzie z kranu, jadłem też w Frisco - genialne świeże jedzenie z etnicznymi nutami z całego świata.

Dziś spełniają się moje marzenia. Po kilku dniach pobytu w Waszyngtonie dotarłem do Nowego Jorku, siedzę w hotelowym pokoju na 7 piętrze wieżowca, jakieś 50 metrów od WTC.

Traf chciał, że udało mi się dostać na stypendium Departamentu Stanu USA - Culinary Diplomacy; Promoting Cultural Understanding Throgh Food. Intrygująca nazwa, nieprawdaż?

Po raz pierwszy w historii Amerykanie realizują International Visitor Leadership Project - jego twórcy postanowili skoncentrować się wyłącznie na jedzeniu. Jak się okaże później – to swoisty znak czasu… Pozwólcie, że sam termin „Kulinarna Dyplomacja” doprecyzuję później… albo dla niecierpliwych:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=yv0XPeIU0ms

http://www.huffingtonpost.com/2012/09/09/state-department-american-chef-corps_n_1868503.html?ir=Food

http://security.blogs.cnn.com/2012/09/12/cooking-up-a-new-type-of-diplomacy

25 dni: Waszyngton, Nowy Jork, San Francisco, Napa, Grand Island, Nowy Orlean. 25 foodies z całego świata - od Brazylii, przez Kolumbię, Francję, Wietnam, Namibie, aż po Chiny. W składzie: chiefowie, wykładowcy, dziennikarze i inni… bo nie sposób opisać profesji wszystkich, którzy biorą udział w tym projekcie.

Chciałem Wam przekazać choć część tej energii i pomysłów, które tu dookoła widzę. Spoglądać na Stany dziś, to jak obserwować mozaikę o przeciwstawnie jaskrawych barwach.

Zamiast więc utyskiwać i koncentrować się na krytyce (co łatwe), postaram się wycisnąć stąd to, co najlepsze - dobre wzorce, które można by z powodzeniem przenieść do naszego kraju i gdziekolwiek, tam, gdzie znajdą się ludzie chętni ideom dobrego jedzenia i zrównoważonego systemu żywnościowego - gotowi wprowadzać je w życie.

Nasza podróż zaczęła się od kilkudniowego pobytu w Waszyngtonie, niecodziennego bankietu w Departamencie Stanu i wizyty w D.C. Central Kitchen. Ta ostatnia placówka jak dotąd zrobiła na mnie/na nas/ największe wrażenie.

D.C. Central Kitchen

To coś więcej niż kuchnia, w której dziennie przygotowuje się ponad 5000 posiłków dla schronisk, domów opieki i innych instytucji potrzebujących wsparcia. To także centrum szkoleniowe dla tych, którym w życiu się nie powiodło. To miejsce, w którym jedzenie łączy ludzi, a gotowanie to terapia i lekcja pozwalająca nabyć umiejętność „wyjścia na prostą”. W D.C. CK szkoli się personel zarówno w umiejętności gotowania, jak i po to, by potrzebujący mogli odnaleźć się na rynku pracy, tu też przetwarza się to, co w innym przypadku wylądowałoby w koszu.


Instytucja działa trochę jak nasze Banki Żywności - zbierając jedzenie od tych, którzy z różnych powodów mogliby je zmarnować. D.C. CK wspierana jest przez darczyńców, rolników, restauratorów i producentów. Na co dzień gotują tu znani chiefowie i wolontariusze ze Stanów i całego świata. Kiedy rozmawiałem z jednym z nich - chiefem Rahmanem „Rockiem” Harperem, jego oczy błyszczały ze szczęścia i nie było w nich odrobiny skrępowania, że pomimo swojego wielkiego restauracyjnego doświadczenia pracuje w niemal przemysłowej kuchni - tu wszystko jest naturalne. Codzienne, nieoczekiwane dostawy i przepastne magazyny z najróżniejszymi produktami z całego świata sprawiają, że praca w tym miejscu to nieustanna kreacja, ciągła zabawa w tworzenie nowych kompozycji, a dzięki wolontariuszom i pracownikom z różnych zakątków globu kuchnia zyskuje dodatkowy powab.

Oprócz działalności charytatywnej D. C. CK prowadzi także działalność komercyjną, która pozwala utrzymać się na rynku. Kuchnia zaopatruje lokalne stołówki szkolne i świadczy usługi cateringowe.

25 lat temu nikt by w to nie uwierzył. Ale marzenia się spełniają!
Trwa ładowanie komentarzy...