Kulinarna Dyplomacja – USA obiera nowy kulinarny kurs?

Wróciłem do USA po dziesięciu latach. 25 dni: Waszyngton, Nowy Jork, San Francisco, Napa, Grand Island, Nowy Orlean. 25 foodies z całego świata.


Wygrałem w totka, a przynajmniej tak się czuję - dostałem stypendium Departamentu Stanu. Od dłuższego czasu chciałem Wam o tym napisać, ale wydarzyło się tyle, że dopiero po dziewięciu dniach pobytu w USA jestem w stanie ująć to w słowa.

Wróciłem do USA po dziesięciu latach. To był ważny dla mnie czas, zarówno wizyta w Stanach, jak i to wszystko, co wydarzyło się później. Paradoksalnie tu po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z wagi jedzenia. Po raz pierwszy zrozumiałem, że nie mogę żyć bez tego, czego nauczyli mnie moi Rodzice… że żyje się m.in. po to, by dobrze jeść i tym dzielić się z bliskimi.

Widziałem wtedy przy pierwszej wizycie jakby dwie twarze USA. Dekadę temu gotowałem dla dzieci w stołówce (jeśli można nazwać to gotowaniem?). Odgrzewałem hamburgery i rozpuszczałem soki z koncentratu w wodzie z kranu, jadłem też w Frisco - genialne świeże jedzenie z etnicznymi nutami z całego świata.

Dziś spełniają się moje marzenia. Po kilku dniach pobytu w Waszyngtonie dotarłem do Nowego Jorku, siedzę w hotelowym pokoju na 7 piętrze wieżowca, jakieś 50 metrów od WTC.

Traf chciał, że udało mi się dostać na stypendium Departamentu Stanu USA - Culinary Diplomacy; Promoting Cultural Understanding Throgh Food. Intrygująca nazwa, nieprawdaż?

Po raz pierwszy w historii Amerykanie realizują International Visitor Leadership Project - jego twórcy postanowili skoncentrować się wyłącznie na jedzeniu. Jak się okaże później – to swoisty znak czasu… Pozwólcie, że sam termin „Kulinarna Dyplomacja” doprecyzuję później… albo dla niecierpliwych:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=yv0XPeIU0ms

http://www.huffingtonpost.com/2012/09/09/state-department-american-chef-corps_n_1868503.html?ir=Food

http://security.blogs.cnn.com/2012/09/12/cooking-up-a-new-type-of-diplomacy

25 dni: Waszyngton, Nowy Jork, San Francisco, Napa, Grand Island, Nowy Orlean. 25 foodies z całego świata - od Brazylii, przez Kolumbię, Francję, Wietnam, Namibie, aż po Chiny. W składzie: chiefowie, wykładowcy, dziennikarze i inni… bo nie sposób opisać profesji wszystkich, którzy biorą udział w tym projekcie.

Chciałem Wam przekazać choć część tej energii i pomysłów, które tu dookoła widzę. Spoglądać na Stany dziś, to jak obserwować mozaikę o przeciwstawnie jaskrawych barwach.

Zamiast więc utyskiwać i koncentrować się na krytyce (co łatwe), postaram się wycisnąć stąd to, co najlepsze - dobre wzorce, które można by z powodzeniem przenieść do naszego kraju i gdziekolwiek, tam, gdzie znajdą się ludzie chętni ideom dobrego jedzenia i zrównoważonego systemu żywnościowego - gotowi wprowadzać je w życie.

Nasza podróż zaczęła się od kilkudniowego pobytu w Waszyngtonie, niecodziennego bankietu w Departamencie Stanu i wizyty w D.C. Central Kitchen. Ta ostatnia placówka jak dotąd zrobiła na mnie/na nas/ największe wrażenie.

D.C. Central Kitchen

To coś więcej niż kuchnia, w której dziennie przygotowuje się ponad 5000 posiłków dla schronisk, domów opieki i innych instytucji potrzebujących wsparcia. To także centrum szkoleniowe dla tych, którym w życiu się nie powiodło. To miejsce, w którym jedzenie łączy ludzi, a gotowanie to terapia i lekcja pozwalająca nabyć umiejętność „wyjścia na prostą”. W D.C. CK szkoli się personel zarówno w umiejętności gotowania, jak i po to, by potrzebujący mogli odnaleźć się na rynku pracy, tu też przetwarza się to, co w innym przypadku wylądowałoby w koszu.


Instytucja działa trochę jak nasze Banki Żywności - zbierając jedzenie od tych, którzy z różnych powodów mogliby je zmarnować. D.C. CK wspierana jest przez darczyńców, rolników, restauratorów i producentów. Na co dzień gotują tu znani chiefowie i wolontariusze ze Stanów i całego świata. Kiedy rozmawiałem z jednym z nich - chiefem Rahmanem „Rockiem” Harperem, jego oczy błyszczały ze szczęścia i nie było w nich odrobiny skrępowania, że pomimo swojego wielkiego restauracyjnego doświadczenia pracuje w niemal przemysłowej kuchni - tu wszystko jest naturalne. Codzienne, nieoczekiwane dostawy i przepastne magazyny z najróżniejszymi produktami z całego świata sprawiają, że praca w tym miejscu to nieustanna kreacja, ciągła zabawa w tworzenie nowych kompozycji, a dzięki wolontariuszom i pracownikom z różnych zakątków globu kuchnia zyskuje dodatkowy powab.

Oprócz działalności charytatywnej D. C. CK prowadzi także działalność komercyjną, która pozwala utrzymać się na rynku. Kuchnia zaopatruje lokalne stołówki szkolne i świadczy usługi cateringowe.

25 lat temu nikt by w to nie uwierzył. Ale marzenia się spełniają!
Trwa ładowanie komentarzy...