Kawałek Japonii w Düsseldorfie

Urzeka mnie z jakim namaszczeniem Japończycy traktują jedzenie. Chyba nie znam innej kultury, która tak wielką rolę przywiązuje do ekspozycji dań. Tu nawet pustka na talerzu ma swoje znaczenie. Składniki misternie składają się na butikową, precyzyjnie zaprojektowaną całość. Ponownie uświadamiam sobie, że wrażenia smakowe to coś więcej, niż tylko smak, zapach, czy kolor – faktura też ma znaczenie. Grubość plastrów, rodzaj cięcia. Inne cięcie to inne chrupnięcie.

Smak to coś, co mnie nakręca, powoduje, że krew mocniej bije w moich żyłach. I choć kilkanaście godzin temu, przebijając się z zachodniej Jerozolimy, przez Tel Awiw i Berlin do Warszawy, spędziłem w podróży ponad dobę, to myśl o podróży do Niemiec piekielnie mnie rajcowała.




Bladym świtem, po ledwie przespanej nocy dotarłem na lotnisko. Jakby wrażeń było mało, w taksówce spotkałem anioła stróża. Pamiętasz, jak nieznajomy opowiedział Ci historię, którą przypominasz sobie do dziś? Historię, która wryła się w Twoją pamięć, jak najsurowsza kara z dzieciństwa? Ten facet był kiedyś milionerem i pewnego dnia stracił niemal wszystko, łącznie z żoną, pieniędzmi i dobrym nastrojem. Ot tak, przez tańce, hulanki, swawole. To tak na dzień dobry. Ale ta historia miała dotyczyć czegoś zupełnie innego...

Jechałem do Düsseldorfu, by przejść szkolenie z kuchni japońskiej i zastosowania sosu sojowego w kuchni europejskiej – organizatorem warsztatów byli ludzie z Kikkomana – jednej z największych na świecie firm zajmujących się produkcją sosu sojowego. Szybko jednak okazało się, że ten wyjazd to będzie coś więcej niż tylko podróż po kolejnych kilka receptur. To przedsmak tego, co kiedyś zrobię. Wizyta w Kikkomanie to przedsmak Japonii. A tę bym chętnie zjadł. Pałeczkami lub ręką, bez różnicy.

Grubość plastrów, rodzaj cięcia. Inne cięcie to inne chrupnięcie, inne wrażenie na języku, które możemy precyzyjnie zaprojektować.


Urzeka mnie, z jakim namaszczeniem Japończycy traktują jedzenie. Chyba nie znam innej kultury, która tak wielką rolę przywiązuje do ekspozycji dań. Tu nawet pustka na talerzu ma swoje znaczenie. Składniki misternie składają się na butikową, precyzyjnie zaprojektowaną całość. Ponownie uświadamiam sobie, że wrażenia smakowe to coś więcej, niż tylko smak, zapach, czy kolor – faktura też ma znaczenie. Grubość plastrów, rodzaj cięcia. Inne cięcie to inne chrupnięcie, inne wrażenie na języku, które możemy precyzyjnie zaprojektować. To perfekcja i uważność. Namaszczenie i szacunek. To kultura, która przejawia się na talerzu. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi.

Na miejscu przez blisko pięć godzin próbowałem kolejno kilkunastu dań przygotowywanych przez Mistrza... To, co mnie zachwyciło, to absolutna prostota, minimalizm i elegancja. Bo dla Japończyków danie to coś więcej niż smak. Liczy się faktura, kolor, piękno. Tak samo jak smak... a ten uwielbiam.

Po kilku godzinach edukacji i obżarstwa przyszedł moment na krótką pauzę, na upragnioną drzemkę i ten tekst...
Trwa ładowanie komentarzy...